Każdy ma prawo do nauki - uczy
nas art. 70 Konstytucji RP. A władze publiczne zapewniają obywatelom
powszechny i równy dostęp do wykształcenia. Ostatnie tygodnie szkolnej
rzeczywistości ten przyjmowany jako oczywisty pogląd poddają niestety w
wątpliwość. Polska oświata nie jest przygotowana na spektakularne przesunięcie wajchy:
przejście z stacjonarnej dydaktyki (podział na klasy, jeden nauczyciel
prowadzący lekcje, dominująca dydaktyka frontalna,
45-minutowe lekcje, krótkie przerwy, dzwonki) na właściwie rozumiane zdalne
nauczanie (dydaktyka metod aktywizujących, interaktywny kontakt nauczyciela z
uczniem i między uczniami, wykorzystanie wielofunkcyjnych platform edukacyjnych
oraz cyfrowych zasobów edukacyjnych, elastyczna organizacja pracy szkoły i
lekcji, praca w grupach). A z takim
eksperymentem na żywym organizmie mamy obecnie do czynienia.
Zespół mojej organizacji pozostaje w gorącym kontakcie z
nauczycielami i dyrektorami szkół, a także z rodzicami którzy zwracają uwagę na
pogłębiający się problem nierówności w dostępie do usługi edukacyjnej
świadczonej przez szkoły, w rozumieniu „prawa do nauki”, jakie gwarantuje nam właśnie przywołany wyżej artykuł Konstytucji. Na ten aspekt cyfryzacyjnych wyzwań czasów pandemii zwrócił mi także uwagę światły menedżer jednej z globalnych firm działających aktywnie w Polsce. Silne zróżnicowanie panuje między szkołami prywatnymi a
publicznymi, miejskimi a wiejskimi, małymi a dużymi, w lokalizacjach nazwijmy
to „biedniejszych” a „bogatszych”. Dotyczy jakości dostępu do Internetu lub wręcz
jego braku, dostępności urządzeń cyfrowych u nauczycieli i uczniów, kompetencji
metodyczno-cyfrowych nauczycieli, ale także zdolności dyrektorów do
reorganizacji szkoły – przekierowania jej na nowe tory oraz stopnia wsparcia,
jakiego udziela szkołom samorząd.
Piszę o tym, nie dlatego że sądzę, iż na pracę szkół w
modelu kształcenia na odległość w czasach pandemii można było się w pełni przygotować,
że ktoś zawinił, etc, etc. Nie. Ta globalna katastrofa nie ma precedensu i nikt
na nią nie jest przygotowany. Poruszam ten temat, by zwrócić uwagę na ogromną wagę problemu,
jakim jest zagrożenie dla realizacji konstytucyjnego prawa młodych Polek i
Polaków. I na potrzebę, ale i możliwość zrobienia w tej sprawie więcej, niż dotąd.
Wczoraj 17 ogólnopolskich organizacji skierowało do Rządu swoje strategiczne rekomendacje odnoszące się do edukacji szkolnej. Zawierają
one kilka postulatów, które przybliżają wizję równego dostępu do szkoły działającej
w modelu zdalnego nauczania, m.in. interwencyjne zakupy sprzętu cyfrowego dla
nauczycieli i uczniów, przekazanie samorządom środków na zakup usługi szerokopasmowego
dostępu do Internetu dla nauczycieli i rodzin z dziećmi pozostających w gorszych
warunkach materialnych, czy też stworzenie ekspercki help desk dla
nauczycieli i dyrektorów szkół, wprowadzających model zdalnego nauczania.
Są to postulaty wagi konstytucyjnej, strategicznego kalibru, wymagającej
pilnego rozważenia i realizacji. Po części realizowane już u naszych sąsiadów.
Na Litwie, korzystając z ferii, tamtejszy minister edukacji zakupił i wydzierżawił 35 tysięcy komputerów z dostępem do Internetu, by wspomóc uczniów w potrzebie. Uwzględniając
różnice w liczbie ludności między Polską a Litwą oznaczałoby to, iż w Polsce
powinniśmy zapewnić uczniom, powiedzmy, trzynaście razy więcej, czyli jakieś
450 tysięcy. To z wielu względów niemożliwe w krótkim czasie, a może nawet
niepotrzebne w takiej skali w Polsce, ale temat dostępu dzieci i nauczycieli do
sprzętu pilnie powinny wypowiedzieć się stosowne władze publiczne – centralne i
samorządowe. Każdy ma prawo do nauki - pamiętajmy. I traktujmy je poważnie także w czasach
zarazy.
Panie Krzysztofie
OdpowiedzUsuńobecna sytuacja obnażyła dwie słbosci naszego systemu edukacji i doskonalenia nauczycieli.
- wielu nauczycieli, mimo ukończonych szkoleń z zakresu TiK, boi się korzystania z setek dostępnych narzędzi do prowadzenia zdalnej edukacji i zasobów cyfrowych;
- powszechna niechęć dyrektorów szkół i części nauczycieli do korzystania w szkole z smartfonów i tabletów będących w dyapozycji uczniów (BYOD), a teraz to może być jedyny ratunek pozwalający na realizację podstawy programowej, wielu moich zaprzyjaźnionych dyrektorów szkół i nauczycieli zaczęło akceptować zadania przesyłane przez smartfona (problemem archiwizacja), bo praktycznie wszyscy uczniowien je posiadają. Przy okazji w edukacji zdalnej są wykorzystywane moje WebQuesty.
I teraz o największym paradoksie czasów zarazy. Zapewne przez kolejne kilka,może kilkanaście lat, walczylibyśmy o wdrożenie naszych idei, teraz jeden koronawirus odmieni cały system edukacji. Wystarczy zobaczyć jak zaaktywizowały się grupy promujace zdalną edukację i zasoby cyfrowe na róznych portalach społecznościowych injak wzrosło zainteresowanie nauczycieli TiK. I w tym całym nieszczęsciu to jest jeden wielki plus, zaraza minie, będą ofiary, ale system edukacji zmieni sie nie tylko w Polsce. Mam 8 - letniego wnuka w Niemczech, moja córka pierwszy raz od koleżanek słyszy o Librusie, webinarach, platformach do zdalnego nauczania, e-podręcznikach. Na rzacie siedzi popołudniami i wieczorami z moim wnukiem rozwiązuje zdania z podręczników papierowych. Pozdrawm Marek
I teraz największy parados